kuratorka wystawy: Agata Haciuk
Podobno w Jedlińsku pewnego roku ludziom udało się schwytać Śmierć. Była pijana, więc urządzono nad nią sąd, a potem ścięto ją na rynku. Od stuleci mieszkańcy powtarzają tę legendę podczas ostatniego wtorku karnawału, jakby choć na chwilę można było odebrać śmierci jej władzę.
Gdzie indziej nie próbowano jej pokonać. Zamykano zmarłym oczy, zasłaniano lustra, otwierano okna, zapalano gromnice i czuwano przy ciele przez całą noc. Każdy gest miał znaczenie. Każdy był próbą przeprowadzenia duszy i ukojenia tych, którzy zostawali.
Wystawa Julii Latusek i Karoliny Hejduk spotyka te dwa światy – legendę i rytuał, śmiech i ciszę, bunt i zgodę. Choć tak różne, wyrastają z tej samej ludzkiej potrzeby: znaleźć sposób, by śmierć nie miała ostatniego słowa.
Dziś rzadko opowiadamy podobne historie i coraz rzadziej znamy gesty, które pomagały oswoić odchodzenie. Śmierć zniknęła z naszych domów i codzienności, ale nie z naszego życia. Pozostaje więc pytanie: czym zastąpiliśmy dawne rytuały? I czy współczesny człowiek naprawdę lepiej radzi sobie z przemijaniem, czy tylko skuteczniej odwraca od niego wzrok?
